
NASZE ZASADY:
-
wszystkie zwierzęta są członkami naszej rodziny;
-
staramy się im zapewnić możliwie najlepsze warunki życia;
-
Jesteśmy przeciwni stosowania wyczynowego sportu z udziałem zwierząt. Sprzeciwiamy się uczynienia z psich zaprzęgów dyscyplin olimpijskich.
-
Sugerujemy aby nie korzystać ze współpracy z hodowlami (dotyczy szczególnie koni i psów) w których pozbywa się starych zwierząt, zwierzęta trzymane i hodowane są w sposób niehumanitarny ( psy uwiązane na łańcuchach lub tłoczone w ciasnych kojcach, konie w boksach bez padoków, żywione tylko suchą karmą, itd.).
-
Sprzeciwiamy się istnieniu „fabryk szczeniąt”, których głównym celem jest zarobek ze sprzedaży szczeniąt, bez względu na ich dobrostan;
-
Jesteśmy przeciwni stosowaniu sztucznych, nienaturalnych form stymulowania treningów (m.in. środków dopingowych (zarówno dozwolonych, jak też nie!), tzw. dopalaczy, itd..)
-
zwierzęta dożywają u nas starości, a po śmierci mają godziwy pochówek.
Sport psich zaprzęgów – dokąd zmierza?
Nasze motto:
W sporcie z udziałem dzieci i zwierząt nie powinno być wyczynu. To grupy, które samodzielnie nie są w stanie dostrzec granicy bezpieczeństwa.
Zdarzyło się to kilka lat temu na obozie szkoleniowym sportu psich zaprzęgów dla młodzieży.
Grupa nastolatków, uczestników obozu zebrała się wokół instruktorki, kierowniczki obozu i zadała pytanie o jednego z maszerów, uczestników obozu. Chodziło o młodego człowieka, który przyjechał na obóz z własnymi syberianami, spędzał z nimi mnóstwo czasu, miał ze zwierzętami doskonały kontakt, spore doświadczenie i trenował je rekreacyjnie. Według mnie był to wzorcowy przykład współpracy maszera z psami.
Młodzież zapytała instruktorkę: „jak myślisz, czy ....(tu padło imię i nazwisko) jest dobrym maszerem?”
Instruktorka, obejrzał się dookoła podejrzliwie i odpowiedziała:” a jak myślicie, przecież on nie osiąga dobrych wyników i w dodatku jak wolno jeżdżą jego psy”..?!
Słysząc to przeżyłem szok!
Każdy z tych rozmówców zrozumiał dokładnie, co to znaczy być dobrym maszerem...
Ja byłem niewidocznym świadkiem tej rozmowy (przypadkowo byłem w namiocie obok), a kilkoro z rozmówców (wtedy jeszcze dzieci) dziś osiąga wysokie wyniki w sporcie psich zaprzęgów i są jednymi z najszybszych polskich maszerów... Czyli są „dobrymi” maszerami...
Gdy miałem pierwszego psa zaprzęgowego i jechałem na pierwsze zawody (u Marii Czerwińskiej) zadawałem sobie pytanie: czy jadę na takie wyścigi pierwszy czy ostatni raz? Czy zobaczę tam trzaskające bicze, jak z powieści Londona?
Byłem już pod wpływem fenomenu jakim są psy zaprzęgowe ale jednocześnie od wielu już lat zajmowałem się prawami zwierząt, występowałem przeciwko cyrkom z udziałem zwierząt, ZOO, wiwisekcji, itp...
To, co zobaczyłem zrobiło na mnie wielkie, pozytywne wrażenie. Bez wątpienia uważałem, że nic lepszego dla psa nie może się zdarzyć, jak trafić w ręce maszera. Wtedy mówiło się, że „maszerzy dzielą się na tych, którzy śpią z własnymi psami i tych, którzy się do tego nie przyznają”. Tak było! - mogę to tylko potwierdzić.
Pierwsze lata rozwoju tego sportu w Polsce, to same, niezwykłe przykłady pozytywnych relacji człowieka i psa. Sport był w pełni amatorski, autentyczny. Spotkania, zawody odbywające się w bardzo przyjaznej atmosferze.
Pierwsze zawody w Polsce były blokowane i bojkotowane przez organizacje ekologiczne broniące praw zwierząt. Wtedy, uważałem, że było to niepotrzebne. Sam osobiście prowadziłem wśród tych organizacji negocjacje i akcje uświadamiające, że nie ma zagrożeń dla dobrostanu zwierząt. Teraz już tak nie uważam...
Osoby, które wtedy tworzyły tą dyscyplinę wykonały mnóstwo niezwykle pozytywnej pracy. Maria Czerwińska, Małgorzata Szmurło, Michalina i Jerzy Prochal, Andrzej Ratymirski – to kanony polskiego sportu psich zaprzęgów.
Kiedy pojawił się w Polsce wyczyn w sporcie psich zaprzęgów?
Pewnie był zawsze. Pamiętam wielokrotne dyskusje w gronach działaczy tej dyscypliny już kilkanaście lat temu. Mieliśmy świadomość, że już wtedy były w Polsce używane środki dopingowe. Osobiście widziałem „szprycowane” psy przed startem. Byli też maszerzy, którzy namawiali do zażywania środków stymulujących przez psy i samych maszerów. Ale nie było technicznych możliwości aby to w Polsce sprawdzić. Teraz też praktycznie nie ma...
Natomiast w tamtych czasach nie było niebezpieczeństwa związanego z wyczynowym traktowaniu zwierząt. TEN PROBLEM DOTYCZYŁ TYLKO KILKU ZAWODNIKÓW I BYŁ MARGINALNY.
Bałem, się, że psy zaprzęgowe mogą pójść drogą rozwoju sportów konnych. Dlatego wraz z żoną i gronem znajomych zaczęliśmy organizować zawody w taki sposób aby ukazywać szersze, niż tylko sportowe piękno tego sportu. Naszym wyścigom (z cyklu „Biegnący Wilk”) towarzyszyły: koncerty, plenery fotograficzne, wernisaże, zajęcia rekreacyjne dla maszerów, zespół taneczny, spotkania autorskie, prelekcje, a także nowa dyscyplina – „triatlon maszerski”. Jednak nie wszyscy to doceniali. „Nie po to tu przyjechałam aby patrzeć na podskakujące dzieciaki (zespół taneczny dzieci w strojach psów, który występował na zawodach), ja jestem mistrzynią polski i przyjechałam tu zdobywać punkty....”– tak skwitowała nasze starania jedna ze znanych zawodniczek na zawodach w Augustowie.
Dla mnie osobiście ta dyscyplina miała kilka momentów, kiedy skończył się w niej prawdziwy sport.
Pierwsze zdarzenie to wystąpienie (odbyło się to niestety w naszej bazie harcerskiej w Beskidzie Niskim) komunikujące, że powstaje druga federacja psów zaprzęgowych.
Miało to miejsce podczas spotkania, gdzie kilkunastu największych działaczy sportu psich zaprzęgów spotkało się aby planować lepszy rozwój tej dyscypliny. Pamiętam jakie były doskonałe pomysły....a ja prowadziłem to spotkanie.... I nagle, w ciągu kilku minut (na samym początku zjazdu) decyzja „grupy warszawskiej” zmieniła wszystko. Wtedy zrozumiałem, że skończyła się „pewna epoka” w rozwoju tego sportu w Polsce.
Drugie zdarzenie, to spotkanie założycielskie Polskiej Federacji Sportu Zaprzęgowego Psów Ras Północnych (byłem jedyną osobą, która uczestniczyła w tych dwóch spotkaniach). Naiwnie sądziłem, że uda mi się jeszcze pogodzić różne strony... W zamian od 3 działaczy z Warszawy otrzymałem w przerwie spotkania ultimatum: „albo zrezygnuję z przyjmowania na swoje zawody psów nie rasowych, albo będę bojkotowany”.
Gdyby mi ktoś wcześniej powiedział, że takie zachowanie jest w ogóle możliwe nie uwierzyłbym. A jednak stało się.
Oczywiście odmówiłem, a druga strona przez kilka lat prowadziła naprawdę zorganizowany bojkot organizowanych przeze mnie zawodów. Dzwoniono do władz miast, mediów, sponsorów aby zniechęcić ich do współpracy ze mną, a nawet wydano pisemną decyzję zabraniającą mi startów w zawodach „federacji rasowej”. Wszystko dlatego, że nie realizowałem, zdaniem kilku maszerów ich „jedynej, słusznej linii”.
Teraz mam wrażenie, że panują identyczne zasady. Z powodu tego, że prezentuję swój sprzeciw wobec wyczynowi w dyscyplinach psich zaprzęgów, to grupa kilku zawodowych, wyczynowych maszerów nęka mnie na łamach internetu, wysyła listy z pogróżkami.
„Uderz w stół, a nożyce się odezwą” można by rzec.
Prowadząc prze ponad 20 lat działania społeczne nauczyłem się, że „jak się służy Sprawie, czasami trzeba się narazić” ( Jan Paweł II).
Od około 10 lat temu rozpoczął się w Polsce zupełnie inny rozwój tej niegdyś pięknej dyscypliny. Od tamtych czasów zaczął rozwijać się też sport zawodowy.
Osobiście już nie widziałem tam dla siebie miejsca, przestaliśmy też organizować zawody.
Dzisiaj już sport wyczynowy zajmuje pierwsze miejsce. Jest to zdecydowanie wiodący kierunek rozwoju sportu psich zaprzęgów w Polsce.
Maszerzy „zawodowi” i wyczynowi zdominowali tą dyscyplinę.
Zawody, które nie uczestniczą w tym wyścigu przestały się liczyć. Wyścigi takie jak „O Złoty But” z najdłuższą tradycją w Polsce! – przyjazne dla zwierząt są wręcz wyśmiewane przez obecną „elitę polskich maszerów”.
Zawodnicy za wszelką cenę starają się zwiększyć prędkość psów. Stosowane są różnego rodzaju sposoby aby wymusić większą chęć do biegania i uzyskiwania lepszych rezultatów. Na rynku są w sprzedaży przeróżne chemiczne specyfiki do stymulowania treningu. Pies zaprzęgowy dla wielu maszerów stał się po prostu „maszynką do robienia medali”. Tak jak w przypadku koni – pies, który nie osiąga wymaganych efektów jest traktowany jako zbędny (w przypadku koni - idzie do „rekreacji”, a najczęściej do rzeźni....). Od kilku lat pojawiło się mnóstwo bezdomnych psów zaprzęgowych i skierowanych do oddania. Działa już wiele punktów adopcyjnych. Stworzył się z tego w Polsce poważny problem. Wielu maszerów zlikwidowało swoje dotychczasowe stada psów rasowych na rzecz szybszych „eurodogów”, choć do niedawna byli to ich przyjaciele... Istotne stało się aby pies „robił wynik”, a gdy to nie jest możliwe jest eliminowany ze stada aby nie zajmował miejsca dla „sportowców” i niepotrzebnie nie obciążał kieszeni maszera. Taki pies jest dla wyczynowego maszera bezproduktywny. Sam otrzymałem ofertę „hurtowego” kupna psów od kilku bardzo znanych, polskich maszerów.
Widziałem wiele hodowli psów sportowych. W oczach tych psów nie widać szczęścia.
Oczywiście nikt z maszerów publicznie się do takich rzeczy nie przyznaje. Przed „okiem kamery” demonstruje bezgraniczną miłość do swoich sportowych psów, a wszystkie rzeczy niecne (w tym sposoby na osiąganie większej prędkości i tzw. „sportowy chów psów”) są skrzętnie ukrywane... Wystarczy sprawdzić jak maszer traktuje swoje stare psy i czy w ogóle je posiada...
Nie jest istotne czy ktoś używa dozwolonych czy nie dozwolonych środków dopingowych. Wszak technologia światowa w tej dziedzinie jest tak rozwinięta, że produkcja nowych specyfików zawsze wyprzedza sferę ich kontroli. Istotne jest to, że każdy środek powoduje skutki uboczne i dla organizmu nie jest naturalny.
Każde nienaturalne traktowanie organizmu, a szczególnie w sferze sportowej kończy się tragicznie.
A wszystko tylko dla zadowolenia i sukcesów właścicieli psów, którzy w dodatku nazywają się ich przyjacielami!
Najwięcej problemów jest w dyscyplinach sprinterskich. Wynika to z uwarunkowań metabolizmu. Wymuszenie wielkiego wysiłku w minimalnym czasie powoduje konieczność przekraczania naturalnych możliwości organizmu. To jak z samochodem, który musi osiągać „100km/h” w coraz krótszym czasie. Ale przecież pies, to nie maszyna!
Znanych jest w kraju już wiele przykrych zachowań. W świecie sportowym jest na to niestety przyzwolenie...
Można to zobrazować przykładem. Na dużych międzynarodowych zawodach, wiodący polski zawodnik ( bardzo utytułowany ) startujący jednocześnie w 2 klasach zamęczył psa na trasie i porzuciwszy go na poboczu trasy pojechał dalej. Przez sędziów został zdyskwalifikowany tylko w jednej konkurencji, a w drugiej mógł dalej startować....i nawet wygrał mogąc się cieszyć kolejnym mistrzowskim tytułem...
Oczywiście takie zachowania nie dotyczą wszystkich zawodników. Raczej mniejszości. Ale niestety tej części, która nadaje „ton” i kierunek rozwoju sportu zaprzęgowego.
Są też pozytywne kierunki, jak nowa rekreacyjna dyscyplina – „dogtreking”, nadal istniejące najstarsze zawody u Jurka Prochala (uznawane je za najbardziej przyjazne w Polsce dla zwierząt) organizowane w kilku miejscach w Polsce (m.in. na Podlasiu) rajdy z psami ale niestety to tylko margines sportu zaprzęgowego w Polsce. Prym wiodą najszybsi, a nie najlepsi maszerzy. Kto nie osiąga wyników, nie ma tytułów – nie liczy się.
Niestety z żalem stwierdzam, że w Polsce psy zaprzęgowe dzielą się na SPORTOWE I SZCZĘŚLIWE.
Sytuacja z każdym rokiem będzie gorsza.
W sporcie w ogóle, a szczególnie z udziałem zwierząt tzw. „wyniki sportowe” doszły do takich poziomów, że normalny organizm nie jest w stanie ich osiągnąć. Aby utrzymać się w czołówce trzeba stosować przeróżne nienaturalne zabiegi, a to nie jest obojętne dla żadnego organizmu.
Taki jest współczesny sport. Przestał być ideą w rozumieniu „olimpijskich zasad Barona Pierre de Coubertin” , a stał się po prostu showbiznesem. I sporty psich zaprzęgów w Polsce niczym się tu nie różnią.
Od wszystkich związanych ze sportem psich zaprzęgów zależy czy nasze psy będą jak „konie po Służewcu – bez wątroby”, czy będzie to sport przyjazny dla zwierząt wnoszący niezwykle pozytywny akcent w relacjach człowieka i jego najstarszego przyjaciela – psa.
Co robić?
Myślę, że nie należy czekać aż sytuacja się będzie dalej eskalowała. Należy podejmować wszelkie działania aby poprawiać dobrostan zwierząt. Jeżeli tego nie zrobimy czeka tą dyscyplinę publiczne wytykanie palcami i totalny bojkot społeczeństwa. Już mamy na to bardzo wiele przykładów. Wycofują się z zawodów dawni sponsorzy (nawet producenci karmy!) i media – nie chcąc być publicznie negatywnie postrzegani (to źle wpływa na sprzedaż ich produktów).
Czy nie jest to poważne ostrzeżenie!
Proszę wszystkie osoby, zamiłowane w psach zaprzęgowych aby nie dopuszczały do tego by z tych pięknych stworzeń zrobić tylko „maszynki do uzyskiwania medali i pieniędzy”.
Bardzo ważna jest też postawa władz i działaczy Polskiego Związku Sportu Psich Zaprzęgów – w jakim kierunku chcą rozwijać ten sport. Czy ma on być przyjazny dla zwierząt, czy jeszcze bardziej nastawiony na wyczyn?
Moim zdaniem należy:
1. Rozwijać wszelkie formy pozytywnej, naturalnej współpracy człowieka ze zwierzętami.
2. Polski Związek Sportu Psich Zaprzęgów powinien, tak jak dzieje się to w innych dyscyplinach sportu – na bieżąco i w sposób niezapowiedziany kontrolować antydopingowo psy wszystkich zawodników osiągających wysokie sukcesy w sporcie (kilkakrotna wyrywkowa i niezapowiedziana kontrola w sezonie startowym i treningowym). Kontrole takie (oprócz zawodów) trzeba szczególnie prowadzić u samego zawodnika w miejscu trenowania. Należy też badać (co wynika ze specyfiki sportu): dobrostan zwierząt, sposób w jakich są trzymane (nie tylko transportowane), monitorować los zwierząt po zakończeniu „kariery sportowej”. W przypadku jakiegokolwiek stwierdzenia nadużyć zawodnicy powinni być dotkliwie karani i powinno się im dożywotnio odbierać licencję sportową. Taką działalnością powinna zajmować się specjalna komórka wewnętrzna. Do udziału w tych pracach powinny być dołączone osoby spoza organizacji sportowych (w kontrolach powinno brać udział 2 przedstawicieli stowarzyszeń zajmujących się prawami zwierząt tj. Polskie Towarzystwo Opieki Nad Zwierzętami oraz z któraś z organizacji: Viva, Peta, Gaja, Empatia) oraz niezależni lekarze weterynarii. Powinno się tez objąć stałą kontrolą samych zawodników.
3. Jednoczyć się w środowiskach antywyczynowych. Idealnie byłoby tworzyć „ligi sportu przyjaznego dla ludzi i zwierząt” w których nie wyczyn i wyniki sportowe, a dobrostan, zdrowie, przygoda będą odgrywały podstawowe znaczenie.
4. Promować dyscyplinę rekreacyjną – „dogtreking” i tym podobne oraz dbać o to aby nie stały się ona wyczynowymi. Za wszelką cenę utrzymać w Polsce zawody przyjazne zwierzętom.
5. Stworzyć listę, ranking (etc.) zawodów, ośrodków i hodowli przyjaznych dla zwierząt i je promować.
6. Trzeba bojkotować zawodników, kluby, zawody, którzy dobrostan zwierząt traktują niżej niż chęć zdobycia sukcesu sportowego. Upubliczniać wszelkie negatywne zachowania. Ludzi, którzy się nie nadają do współpracy ze zwierzętami trzeba z tego sportu po prostu eliminować wszelkimi sposobami.
7. Do dużej społecznej rangi doprowadzić wszelkie nagrody i tytuły związane z humanitarnym traktowaniem zwierząt.
8. Lansować wszelkie naturalne i zdrowe modele życia wśród ludzi i zwierząt (także karmę) jako przeciwwagę do zalewającej rynki sztucznej żywności.
9. Propagować godne pochówki zwierząt.
Dariusz Morsztyn



